środa, 3 października 2012

Konkurs fotograficzny "YUM! Kadry z jadalni"




Celem konkursu jest ukazanie kadrów z jadalni. 

Zarówno przygotowanie posiłków, jak i ich spożywanie jest bogate w warianty realizacji. 
Są takie przekąski, które przypominają krótkie etiudy filmowe, są obiady dwudaniowe – niczym hollywoodzkie superprodukcje, ale zdarzają się też wielogodzinne biesiady przypominające "warholowskie" epopeje miejskie. 

Co więcej, każdy widz ma swój ulubiony sposób oglądania. Są tacy, którzy kochają huczne premiery, nie brakuje fanów samotnych wieczorów przed telewizorem, inni wybierają przedpołudniowe seanse kin studyjnych, kiedy sala nie jest przepełniona. Ta sama charakterystyka widoczna jest w zwyczajach spożywania posiłków. 

Uczestnicy konkursu mają za zadanie pokazać charakter posiłku i sposób, w jaki jest on celebrowany.

Każdy uczestnik konkursu może stać się filmowcem i za pomocą aparatu fotograficznego
uwiecznić jeden kadr z posiłkiem w roli głównej. Najważniejsze, by przyłapać ludzi na jedzeniu i
wyciąć z tego kadr filmowej jadalni. Konkurs adresowany jest do wszystkich miłośników fotografii, kina i jedzenia.

Regulamin konkursu fotograficznego „YUM - Kadry z jadalni”

1. Konkurs organizowany jest w ramach 4. Festiwalu Filmowego Przejrzeć Kino od Kuchni.
2. Konkurs ma charakter otwarty i przeznaczony jest dla osób powyżej 16. roku życia.
3. Osoby niepełnoletnie mogą wziąć udział w konkursie za zgodą rodziców lub przedstawicieli
ustawowych.
4. W konkursie nie mogą brać udziału pracownicy i przedstawiciele organizatorów konkursu,
współorganizatorów Festiwalu oraz innych podmiotów biorących bezpośredni udział w
przygotowaniu i prowadzeniu konkursu oraz członkowie ich rodzin.
5. Udział w konkursie jest bezpłatny.
6. Uczestnik może zgłosić maksymalnie 3 zdjęcia.
7. Wymagania techniczne: prace należy przesłać na planszy w formacie A3 oraz na płycie CD lub
DVD wraz z kartą zgłoszenia.
8. Uczestnik, zgłaszając się do konkursu oświadcza, iż przysługują mu wyłączne i nieograniczone
prawa autorskie do nadesłanych fotografii. Ponadto oświadcza, że wyraża zgodę na
wielokrotne, nieodpłatne publikowanie nagrodzonych fotografii oraz opublikowanie jego
imienia, nazwiska oraz miejscowości zamieszkania w materiałach promocyjnych związanych z
konkursem, w wydawnictwach oraz na stronach internetowych Festiwalu, a także na ich
wykorzystywanie w celach promocyjnych i marketingowych, w szczególności na utrwalanie,
modyfikowanie i zwielokrotnianie fotografii każdą techniką, w tym m. in. drukarską,
reprograficzną, zapisu magnetycznego, cyfrową, audiowizualną, na jakichkolwiek nośnikach,
bez ograniczeń co do ilości i wielkości nakładu, oraz rozpowszechnianie fotografii poprzez
publiczne udostępnianie w taki sposób, aby każdy mógł mieć do nich dostęp w miejscu i w
czasie przez siebie wybranym, w szczególności w sieciach komputerowych, Internecie i
Intranecie oraz telefonach komórkowych.
10. Karty zgłoszenia i płyty ze zdjęciami w sztywnych opakowaniach należy nadsyłać lub składać
osobiście do 10 listopada 2012 r. (decyduje data wpływu) w Klubie Studenckim Pracy Twórczej Od
Nowa , ul. Gagarina 37a, 87 – 100 Toruń, z dopiskiem: Kadry z jadalni.
11. Nadesłanie prac jest jednoznaczne z akceptacją niniejszego Regulaminu.
12. Organizator konkursu ma prawo odrzucić prace niezgodne z Regulaminem, odbiegające od
tematu, wadliwe technicznie.
13. Organizator konkursu nie bierze odpowiedzialności za uszkodzenie lub zaginięcie prac w
trakcie przesyłki.
14. Uroczystość ogłoszenia wyników i wręczania nagród odbędzie się podczas 4. Festiwalu
Filmowego Przejrzeć „Kino od Kuchni” 19 listopada 2012 r.
15. Werdykt Jury konkursu, powołanego przez Organizatorów jest ostateczny i nie podlega
odwołaniu.
15. Organizator konkursu uhonoruje laureatów nagrodami rzeczowymi oraz dyplomami.
16. Zgłoszone prace będą zaprezentowane podczas wystawy pokonkursowej, która będzie miała
miejsce w Galerii 001 w Od Nowie .
17. Udział w konkursie jest równoznaczny z wyrażeniem przez osoby uczestniczące zgody na
przetwarzanie przez organizatora konkursie ich danych osobowych na potrzeby konkursu oraz w
celach marketingowych (ustawa o ochronie danych osobowych z dn. 29.08.1997 r. Dz.U. Nr 133,
poz. 833 z póz. zm.).
Kontakt:
Izabela Hubala – koordynator konkursu
i.h.kinoodkuchni@gmail.com

środa, 12 września 2012

Niecodzienne ujęcie jedzenia cz.I

Kanibalizm od zawsze był interesującym tematem dla twórców. Już w mitologii greckiej odnajdziemy opowieści o bogach i bohaterach, żywiących się ludzkim mięsem – wystarczy wspomnieć Saturna, któremu przepowiedziano, że zdetronizuje go jedno z jego dzieci i aby temu zapobiec legendarny władca Italii pożarł swoje potomstwo. W antycznej Grecji, podczas dionizji, bachantki pożerały napotkanych młodzieńców. Grecy uważali jednak takie zachowanie za niedopuszczalne. Tych, którzy się tego dopuścili, uznawali za barbarzyńców i wykluczali ze społeczeństwa. W V w. p.n.e. Herodot w Dziejach pisał o ludach Issedoni z okolic Gór Uralskich, Padajach z Indii. Egipcjanie, a potem Hebrajczycy nie tolerowali kanibalizmu, ciało było dla nich rzeczą świętą. 

 

Podobna topika pojawiła się u Owidiusza w Metamorfozach, gdzie Prokne w zemście za gwałt na siostrze, jakiego dopuścił się jej mąż, Tereus, zabiła ich syna i podała mu na obiad.


Kolejna interpretacja tej legendy pojawia się u Williama Szekspira w Tytusie Andronikusie. Również Otello spotkał się z kanibalami. W Piekle Dantego odnajdziemy krwawy opis antropofagii popełnionej z głodu, a w Kandydzie Woltera czytamy o ludożerczych Turkach. Jonathan Swift w Skromnej propozycji sugerował, by dla walki z wygłodzeniem wprowadzić do Irlandii praktyki kanibalistyczne. Edgar Allan Poe w Opowieści Artura Gordona Pyma i Mark Twain w Cannibalism in Cars wykorzystali wątek losowania, która osoba ma trafić na stół. Herman Melville w Taipi analizował kulturę Markizów. W Moby Dicku także pojawia się ludojad Queequeg. Przerażające opisy tego zjawiska odnajdziemy i Flauberta w Salammbo, i u Tołstoja w Zmartwychwstaniu, i u Tenessee Willamsa w I nagle ostatniego lata – gdzie banda ulicznych dzieciaków zabija i zjada kuzyna głównej bohaterki. Brett Easton Ellis poruszył ten wątek w głośnym American Psycho, a Thomas Harris w Czerwonym smoku. Przykłady można by mnożyć.



Wśród twórców filmowych dużym zainteresowaniem cieszył się "demoniczny fryzjer z Fleet Street”, Sweeney Tood. Ta zrodzona z legendy miejskiej, budząca grozę postać fryzjera, który mordował swoich klientów, okradał, a ciała zanosił do pobliskiej piekarni, gdzie jego wspólniczka, pani Lovett nadziewała mięsem ofiar swoje paszteciki – miała swój początek jeszcze w czasach wiktoriańskich. Pierwsza ekranizacja przedstawiająca niecne poczynania tego antybohatera powstała w 1936 r. – Sweeney Todd, demoniczny fryzjer z Fleet Street i wyreżyserował ją George King. W główną rolę wcielił się Tom Slaughter. Z inicjatywy Sir Malcolma Arnolda historia „demonicznego fryzjera” została przedstawiona w 1959 r. jako balet, a w 1979 r. Stephen Sondheim wystawił ją na Broadwayu. W 2006 r. w Anglii emitowano serial w reżyserii Davida Moore`a. A w 2007 roku powstał Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street Tima Burtona, gdzie w rolę golibrody wcielił się Johnny Depp.Główną nić fabularną oparto o drukowaną w latach 1846–1847 w The People's Periodical and Family Library powieść The String of Pearls autorstwa: Toma Presta, Jamesa Malcolma Rymera oraz Thomasa Pecketta Presta. Choć autentyczność istnienia Todda jest kwestionowana, odnaleziono w historii kilka person, które mogły stać się pierwowzorem antybohatera. Warto wspomnieć choćby o paryskim fryzjerze, który w XV w. parał się analogicznym „fachem”. Informacja o Toddzie pojawiła się także u Charlesa Dickensa w Klubie Pickwicka i w Martinie Chuzzlewicie. W roku 1892 kolejne nawiązanie do legendy się w wierszu Banjo Patersona The Man from Ironbark.


czwartek, 30 sierpnia 2012

Dziś zasiadamy do stołu przygotowani na podróż w czasie i przestrzeni. Widelce w dłoń, rozpoczynamy seans kulinarny!

Na dobry początek – półgęsek. Dla niejednego Smakosza całkiem nowym doświadczeniem, choć w polskiej kuchni obecny jest od wieków. Korpus gęsi nasmarowany saletrą i gorącą solą, następnie wędzony i podany jako smarowidło przypomina nieco... nadpsuty tatar. Jego specyficzny, mocny smak i niekoniecznie ciekawy wygląd mogą zaskoczyć, a nawet zniechęcić. Podobnie jak historia dwóch szkockich rzezimieszków, dla których biznesem życia okazuje się kradzież i sprzedaż... ciał z pobliskiego cmentarza w opartej na faktach, czarnej komedii „Burke i Hare” (reż. John Landis). Okazuje się, że nawet rynkiem szkół medycznych w XIX-wiecznym Edynburgu rządzą uniwersalne zasady – popyt na ciała do sekcji musi spowodować wzrost podaży.

Serwowany film jest typowym daniem z kuchni brytyjskiej, zarówno jeśli chodzi o realia epoki, abstrakcyjny humor, jak i plejadę świetnych aktorów w rolach głównych (Simon Pegg oraz Andy Serkis) i drugoplanowych (Jessica Hynes, Tom Wilkinson, Tim Curry i wielu, wielu innych). Dla wielbicieli filmów z wysp będzie to prawdziwa uczta, dla pozostałych może się okazać nieco ciężkostrawną, ale sprawnie przyrządzoną kolacją przy zniczach... świecach!

 źródło: www.drnorth.wordpress.com

Wracając do świata żywych, tym razem rzucamy się w wir baśni braci Grimm. Na talerzu ląduje równie nierzeczywiste połączenie smaków – pierś z kurczaka w musie agrestowym. Wydawać by się mogło, że o tym filecie powiedziano już wszystko, w tym, że smakuje jak ludzkie mięso. Okazuje się jednak, że prawdziwy wizjoner jest w stanie z najnudniejszego dania wyczarować bajkę: słodko-kwaśny, zielony mus z drobnymi pestkami wspaniale łączy się z neutralnym smakiem kurczaka. Podobne wrażenie ma się oglądając najnowszy film w reżyserii Tarsema Singha „Królewna Śnieżka” – jest to zaskakująco świeża, luźna interpretacja klasycznej bajki.
Wartkie dialogi, piękne kostiumy i scenografia pozwoliły wyczarować świetną komedię. Dodatkowym atutem jest po raz kolejny gra aktorska - Julia Roberts jako ironiczna królowa w kwiecie wieku, choć niekoniecznie dojrzała emocjonalnie, w mistrzowski sposób pomiata sługą Brightonem (Nathan Lane), prześladuje niewinną Śnieżkę (Lily Collins) i rozkochuje w sobie pięknego księcia o aksamitnym głosie, (rozbudowanej klatce piersiowej i błękitnookim spojrzeniu... Armie Hammer). Na fanów Władcy Pierścieni oraz filmów z Bollywood czekają miłe niespodzianki na koniec filmu, pozostałym także powinno być lekko i na sercu, i na żołądku. 

źródło: www.rukkle.com

Powyższych dań można było spróbować podczas tegorocznego Festiwalu Smaku, który odbył się w dniach 18-19 sierpnia w Grucznie. Suto zastawione stoły, chrzan z miodem i suszone mięso z Litwy, ułani w pełnym rynsztunku, pokaz pracy psów pasterskich czy konkurs nalewek – każdy znalazł coś dla siebie w bogatym programie imprezy. Sporym zainteresowaniem cieszyło się śniadanie prasowe, podczas którego smakosze mieli okazję wysłuchać m.in. krótkiego wykładu prof. Jarosława Dumanowskiego. Z przyjemnością przypominamy, że będzie on również gościem specjalnym podczas Festiwalu Przejrzeć Kino od Kuchni – będzie pysznie!



 Maria Tuchowska

 


wtorek, 28 sierpnia 2012

Transatlantyk

Mój Transatlantyk ma smak czekolady...

Niedawno zakończył się Międzynarodowy Festiwal Filmu i Muzyki Transatlantyk. Mimo że w kalendarzu imprez kulturalnych pojawił się on dopiero po raz drugi, zainteresowanie repertuarem i wydarzeniami towarzyszącymi festiwalowi było ogromne – pisze Anna Józefiak. 





Sale kinowe po brzegi wypełnione były przede wszystkim młodą widownią – co przywróciło mi wiarę w to, iż kultura przetrwa mimo katastroficznych wizji jej upadku. Filmy prezentowane na festiwalu przyjechały do Poznania z kilku najważniejszych miejsc świata kina – m.in. z Berlina i festiwalu Sundance. Młodzież chłonęła te obrazy, dojrzale reagując na przesłanie każdego z nich. A nie były to filmy przypadkowe i łatwe w odbiorze...

Bo Transatlantyk – jak wielokrotnie powtarza jego dyrektor, Jan A.P. Kaczmarek – jest festiwalem idei. Idee przekazywane są nie tylko poprzez sztukę filmową, ale także poprzez popularyzowanie zdrowego trybu życia i zaangażowanie w aktualne sprawy polityczne i społeczne. Kino kulinarne, zdobywające coraz szersze grono wielbicieli, promuje żywność typu Slow Food. O wartości i walorach smakowych tego rodzaju żywienia można było się przekonać podczas wieczornych seansów połączonych z wystawną kolacją. Wrażliwość na wydarzenia społeczno-polityczne wyrażona zaś została m.in. w sekcjach dokumentalnych, ekologicznych i poświęconych w szczególności zmianom, jakie zachodzą w rejonie Afryki i Bliskiego Wschodu.

Dla miłośników muzyki filmowej jedną z największych atrakcji były warsztaty prowadzone przez kompozytorów amerykańskich. Wśród nich znaleźli się: m.in. Rolfe Kent, Richard Bellis i gość specjalny, Mark Isham. Opowiadali oni o tym, jak od chwili angażu – krok po kroku – powstaje muzyka do poszczególnych scen. Mówili o wzlotach i upadkach zawodu kompozytora i o tym, jak ważne dla efektu ich pracy jest współdziałanie z reżyserem.

Podczas niedzielnego koncertu Isham wraz ze wspaniałą Orkiestrą Kameralną l'Autunno pod dyrekcją najbardziej uśmiechniętego dyrygenta na świecie, Adama Banaszaka, przypomniał publiczności znane motywy muzyczne z takich filmów jak „Czarna Dalia” czy „Ukryta strategia”.

Wielkie wrażenie zrobił na mnie konkurs Transatlantyk Instant Composition Contest. Polegał on na tym, że tuż po obejrzeniu krótkiego fragmentu filmu uczestnicy mieli za zadanie wykonać na fortepianie zaimprowizowany utwór muzyczny. Efekty były zaskakujące: w finale do jednego fragmentu powstało 11 zupełnie różnych kompozycji. Każdy z młodych muzyków w jedyny, sobie tylko właściwy sposób, odczytał i oddał charakter danej sceny, zabarwił go emocjonalnie, wyrażając uczucia bohatera za pomocą dźwięku. Dodatkowym utrudnieniem było to, że nikt nie znał fabuły filmu, dlatego uczestnicy musieli wykazać się również wielką wrażliwością i umiejętnością wczucia się w sytuację postaci. Oglądając finał konkursu, można było się przekonać, jak wielkie znaczenie w budowaniu emocji w filmie ma muzyka; jak łagodne tony mogą przygasić napięcie, a jak mocne uderzenia mogą wywołać w widzu dreszcze.





Spośród wielu innych atrakcji festiwalowych na szczególną uwagę zasługuje unikalna formuła Kina Plenerowego, w którym – jedno przy drugim – ustawiono... pięćdziesiąt łóżek. Każde z nich miało osobny ekran, na którym co wieczór można było oglądać (wraz z osobą towarzyszącą) film z repertuaru festiwalu. Widok i wrażenia były niecodzienne.

Bogata oferta festiwalu sprawiła, że nie sposób było obejrzeć każdy film i wziąć udział we wszystkich wydarzeniach. Świadczy to oczywiście na korzyść organizatorów. Dobrze jest, gdy po zakończeniu imprezy uczestnicy czują niedosyt, gdy są niezaspokojeni i żałują, że tak szybko minął im czas. Ja również mam takie wrażenie... Biegając w kinie od sali do sali, przemierzając w pośpiechu ulice Poznania, by zdążyć na kolejne warsztaty, brakowało nieraz czasu na posiłek i chwilę wytchnienia. Na ratunek przychodziła wtedy kawiarnia Cavablanca, mieszcząca się w Multikinie 51. Szybka kawa Latte i duży kawałek ciasta czekoladowego z gorącą polewą  dodawały energii i pozwalały wytrwać na trzecim czy czwartym seansie w ciągu dnia. Festiwal Transatlantyk od tego roku będzie więc miał dla mnie smak czekolady – słodko-gorzki, aksamitny, krzepiący... Zabiorę go ze sobą i będę pielęgnować aż do chwili, gdy za rok po raz kolejny będę miała szczęście wejść na pokład Transatlantyku i wypłynąć w fascynującą podróż po oceanie obrazu i dźwięku.


Anna Józefiak



Relacja FOTO na stronie: http://klubfilmowy.blogspot.com/